Recenzja: Morbid Angel - Illud Divinum Insanus (2011)

Gdyby zawierzyć każdej zasłyszanej przeze mnie opinii, każdej przeczytanej recenzji, niniejszy krążek należałoby skreślić zanim trafi on do odtwarzacza płyt CD. Ba, okrzyknięty "najgorszym albumem death metalu" nie powinien w ogóle powstać. I istnieć w przestrzeni publicznej. W tym miejscu wyrazić chciałbym radość, że zamiast w głosy krytyków, wsłuchałem się w brzmienie tejże płyty, albowiem gusta gustom nierówne, a mój okazał się niezwykle tolerancyjny. "Illud Divinum Insanus" klasykiem gatunku nie jest, ale to wciąż dobre, a przy tym zaskakujące (co samo w sobie zaskakuje) wydawnictwo spod skrzydeł legendarnych Aniołów. Inne nie znaczy gorsze, a ten przypadek jest tego potwierdzeniem. Ja zaś zaświadczam to wszem i wobec, co przeczytacie w poniższym tekście.

O tym czym jest, jak też czym nie jest recenzowana płyta, świadczy już drugi z utworów o wdzięcznej nazwie "Too Extreme!". Wdzięcznej i idealnie opisującej odczucia fanów formacji po jego przesłuchaniu. Któż bowiem byłby raczył wymyślić miks popkultury z krainą mroku? Albo dosadniej współczesne brzmienie z mocno zastanym death metalem? Otóż autorów tego pomysłu znamy - to Morbid Angel, którym wyraźnie zachciało się zmian w dotychczasowej twórczości. "Too Extreme!" brzmi zatem przebojowo, nietypowo, a przy tym - właśnie, współcześnie. W połączeniu z ciekawym interem albumu jest dobrą zachętą do sięgnięcia po resztę materiału. A ta w większości warta jest naszej uwagi.

Ja zakochałem się w dwóch, niemal następujących po sobie piosenkach - "Existo Vulgoré" oraz "I Am Morbid", których uwielbiam słuchać po wielokroć. Szczególnie ta druga jest mi szalenie bliska, a wokal Davida Vincenta (zwłaszcza w refrenie) działa na mnie... kojąco. Gdy o nim mowa, warto podkreślić, że wrócił do Morbid na chwilę, choć może nieco przesadzam, gdyż owa "chwila" trwała aż 11 lat. W tym czasie nagrał jednakże wyłącznie recenzowany album, czego żałuję, gdyż jego maniera śpiewu przypadała mi do gustu. Co zaś się tyczy dalszych utworów są moim zdaniem dobre. Nie porywają, jak wymienione, lecz słucha się ich miło. Wśród nich jest także świetny "Radikult", autorstwa Vincenta właśnie, który niejako podlicza całość, solidnie przy tym kopiąc.

"Illud Divinum Insanus" lubię posłuchać i lubię do niego wracać. Nie jest to jednak album przyjazny wyznawcom death metalu. Dużo tu bowiem "uwspółcześnienia", sporo nowinek i technologii, ale finalnie płyta się broni, pomimo złych recenzji. Skończę więc w sposób w jaki zacząłem - nie warto się sugerować. Warto zaś słuchać i wsłuchać się bardziej, by posiąść własne zdanie.

Ps. Na plus wydanie płyty w tzw. metalpacku. Chciałbym mieć więcej takich wydawnictw, bo to wygląda klawo!


Ocena: 7/10 

Lista utworów:

1.  Omni Potens
2.  Too Extreme!
3.  Existo Vulgoré 
4.  Blades for Baal
5.  I Am Morbid 
6.  10 More Dead
7.  Destructos Vs. the Earth / Attack
8.  Nevermore
9.  Beauty Meets Beast
10.  Radikult
11.  Profundis - Mea Culpa

Komentarze

Popularne posty