W ogniu 10 pytań: Formis


Formis
 - polski zespół wykonujący muzykę z pogranicza death i thrash metalu, założony w 2010 roku z inicjatywy gitarzysty Huberta Nowaka. Ostatnim, jak dotąd, wydawnictwem grupy jest album „Bestiarius” (2025). I to właśnie o nim oraz historii Formis opowiedział mi wspomniany Hubert Nowak w szczerym i ciekawym wywiadzie. A wszystko to, rzecz jasna, w ramach 10 ognistych pytań. Serdecznie zachęcam do lektury wywiadu.

Ostatni album Formis – „Bestiarius” (2025) przyniósł dostrzegalną zmianę w warstwie lirycznej materiału. Teksty dotykają słowiańskiej demonologii. Tytuły takie jak „Bies”, „Zmora”, „Wieszczy”, czy „Czart” brzmią niezwykle przewrotnie. Skąd decyzja, by tak silnie wgłębiać się w mroki naszej tradycji ludowej?

Ukierunkowanie liryki na słowiańską demonologię to efekt naleciałości z przeszłości, co jest zaś wypadkową tego gdzie mieszkamy i skąd pochodzimy. Nawet nieświadomie, pośrednio, przez lata gdzieś gromadzi się w nas tożsamość regionalna, teraźniejsza i przeszła. Od zawsze otrzymywałem impulsy związane ze słowiańszczyzną. Od tych błahych wydarzeń, jak choćby rosnąca popularność twórczości Sapkowskiego, przez bardziej namacalne, czyli uczestnictwa w słowiańskich imprezach, np. Folk Metalowa Noc w Brennej, Juromania, itp. Artefaktem, tym, co spotęgowało moje zainteresowanie słowiańską demonologią była książka „Bestiariusz Słowiański”, która przewijała się w moim życiu od 2017 roku. Przypadki losu, których na początku nie zauważałem, podświadomie szczypały mnie Biesem i Czadem. Dla mnie było to coś nowego w kontraście z powtarzającymi się, szczególnie w muzyce metalowej, istotami typu Behemoth, Hydra, Golem. Ponadto obcowanie z naturą poprzez wędrówki górskie od wielu lat wyzwalało ciągotki do najstarszych tradycji ludowych: wieś poza betonową cywilizacją i opowieści spod strzechy. Dziś mogę powiedzieć, że to wszystko mocno się ze sobą łączyło. Wychodząc na leśne górskie szlaki podświadomie uciekałem od betonowej, sztucznej dżungli. Zalesione wyżyny okazywały szacunek dla minionych czasów, dla ciekawej historii, szczególnie regionalnej, która pośród zurbanizowanych nizin była stłamszona przez nowoczesne miałkie „tradycje”.

Przejście z klasycznego, agresywnego thrash metalu do konceptu opartego na słowiańskich wierzeniach to odważny krok. Jak więc proces ten wpłynął na strukturę muzyki zespołu? Czy zmuszony byłeś szukać nowych, dotąd nieeksplorowanych przez Formis pokładów ciężaru oraz klimatu?

Thrash metal grany przez Formis był przeplatany z elementami deathmetalowymi. I to właśnie teksty były bardziej bliskie deathmetalowej poprawności - czyli problemy egzystencjalne, globalne, wojenne, mentalne. Myślę tu o podobieństwach do późnego death metalu, jak np. „Individual Thougth Patterns”. Ukierunkowanie nowych liryk w stronę demonologii miało ukryty cel porównania ludzi do demonów. Owszem, z czasem jak zacząłem pokładać większą uwagę w terminologii słowiańskiej, częściej trafiałem na krajową twórczość black metalową, która jest związana z dawnymi wierzeniami naszego regionu. To na pewno miało wpływ na strukturę muzyki zespołu. W codziennej lekturze czasopism muzycznych moja uwaga skierowała się w stronę nowych dla mnie zespołów. W odtwarzaczu pojawiły się nowe nazwy oraz tematyka słowiańska - to na pewno miało wpływ na moje ucho i co za tym idzie na tworzenie gitarowego materiału. Wszystko to rozwijało się naturalnie, a w efekcie poskutkowało tym, co można usłyszeć na albumie „Bestiarius”.

Utwór „Bezkost” wyróżnia się intrygującym, archaicznym brzmieniem samego tytułu. Kim lub czym dla Ciebie jest ten demon w kontekście współczesnego świata?

Każdy tytuł - demon z płyty „Bestiarius” - ma swoje odzwierciedlenie w dzisiejszym świecie. Najogólniej rzecz ujmując, tytuły utworów z tej płyty to istoty które są powiązane z klasą „wyższą” - politycy, celebryci, globaliści. Bezkostem w swoich myślach ochrzciłem polityków, którzy dzisiaj do bólu, bez precedensu i zahamowań, namacalnie obnoszą się z perfidnym scenariuszem działań: obietnice, czyli kłamstwa, dążenie do władzy za wszelką cenę, a po jej osiągnięciu całkowita zmiana i odrzucenie wcześniej głoszonych wartości swoim brudnym słowem. Zachowania bezkształtne, zmieniające się i niestabilne; cyniczny brak wartości, brak kręgosłupa moralnego. Coś bezkształtnego, idealnie pasującego do istoty opisanej w „Bestiariuszu Słowiańskim”, jako Bezkost. Należy też nadmienić że mój zamysł koncepcyjny Bezkosta, w bogate słowa ubrał Astrogator z Planet Hell, który gościnnie wyryczał ten utwór. Jestem bardzo zadowolony, że nie tylko zechciał odtworzyć mój pierwotny tekst, ale zaangażował się bardzo w ten utwór i wręcz ułożył lirykę całkowicie po swojemu, układając także własną linię melodyczną wokalu. Słowem dodał wiele od siebie. To nie było tylko powtórzenie mojego zamysłu, ale pełne zaangażowanie, którego oczekiwać można od prawowitego członka zespołu.

Muzycznie „Bestiarius” to potężna dawka bezkompromisowego metalu, a na płycie pojawia się cała plejada znakomitych gości, jak choćby Uappa Terror z ekipy Terrordome. W jaki sposób ich odmienne style wokalne i artystyczne wpłynęły na ostateczny kształt płyty?

Obecność kilku wokalistów wyniknęła z braku stałego frontmana w Formis, i to od czasów płyty „Chaozium”. Potrzeba znalezienia nowego głosu zmotywowała mnie do wzmożonych poszukiwań. Fakt ten przeobraził się w coś inspirującego i budującego. Pomimo tego, że niektóre recenzje płyty opisywały całość terminem „niejednorodna”, dla mnie było to egzotyczne doświadczenie. Każdy wokalista wnosił coś od siebie, coś całkiem nowego. Uappa podobnie, jak wspomniany Astrogator, zachował się jak członek zespołu i zaproponował swoją wizję, zmianę tekstu oraz linii melodycznej, co wpłynęło tylko pozytywnie na finalną postać utworów. Nie inaczej było z Xycho, który w utworach „Czart” i „Zmora” rozwinął pierwotną formę melodyczno-tekstową i ubogacił ją niesamowicie. Oprócz inicjatywy twórczej każdy wokalista wnosi swój charakter barwą, co jest sprawą oczywistą. Może to sprawiać wrażenie niejednorodności, ale ja odbieram to jako egzotykę - formę ciekawą, nie nudną i nie szablonową.

Album zamyka wymieniony przez Ciebie utwór „Czart”. W kulturze ludowej to postać dwuznaczna – czasem groźna, a niekiedy wręcz groteskowa. Jaki obraz tej istoty wyłania się z przyjętej przez Ciebie koncepcji i jakie przesłanie niesie słuchaczowi na sam koniec krążka?

Jak to bywa w opowiadaniu lub powieści, na końcu pojawia się główny bohater, przeciwnik, władca... Czart jest właśnie takim apogeum tego albumu. Jest najpotężniejszy, mający największy wpływ na gawiedź, tłum. W ujęciu teraźniejszości sięgający najwyższych stanowisk. Ale przewrotnie odnosi się też do wygnańca, kogoś na odludziu, kogoś kto dzierży dawną wiedzę, a jest skazany na potępienie. Pośród gawiedzi ktoś taki przeobraża niewiedzę tłumu w strach. To ma oddźwięk w dzisiejszych czasach - jeżeli ktoś głosi inny koncept niż motłoch, skazywany jest na palący się stos...

Przesłanie „Czarta” to zdjąć mentalne kajdany ze słuchacza, ale większość odbiera to jako chęć uwięzienia. Ta finalna koronacja Czarta jest przedstawiona raczej w dwuznacznym świetle - niech każdy zinterpretuje go sobie po swojemu. Sukcesem dla mnie w takich tekstach jest zachęcenie do myślenia i spojrzenia na starą wiedzę z innej perspektywy, bez pomocy sztucznych nowoczesnych „adwokatów”.

Historia Formis to droga pełna personalnych tąpnięć. Poprzedni album „Pogromca” z 2022 roku powstawał w atmosferze absolutnej rewolucji, kiedy do składu dołączyli m.in. muzycy znani z Frontside. Czy ciągle roszady osobowe wpłynęły na DNA zespołu? Jak dziś przedstawia się ta sytuacja?

Każdy z byłych członków zespołu wybrał swoją ścieżkę. Starzejemy się, dochodzimy do różnych zakrętów życiowych, gdzie przygoda z instrumentem może stwarzać przeszkodę nie do przejścia. Jest to naturalne i zrozumiałe, że dorosły człowiek rezygnuje z grania ciężkiej muzyki. Taka kolej rzeczy w zwykłym zespole, który nie może zaoferować utrzymania finansowego za poświęcony czas, to częsty scenariusz. Mamy swoje życiowe problemy, które niektórym nie pozwalają na utrzymanie się z wykonawstwa, nawet na poziomie hobbistycznym. Tak też potoczyło się w historii Formis. Zmiany personalne zawsze mają wpływ na ogólny charakter twórczości zespołu. W związku z powyższym, trudno dziś nazwać Formis zespołem. Z uwagi na to, że nie ma on stabilnej postaci trzeba to już nazywać projektem. Niestety tak to dziś wygląda. Szansa na skład była podczas nagrywania „Pogromcy”, ale okazała się zbyt mała na sukces. Może wynikało to z faktu, że album ten powstał w chorym czasie COVIDu?

Robienie muzyki na odległość poza komfortem i wygodą, nie generuje bliskich relacji, chemii, spotykania się na sali prób. Nie jest to organiczne i w naszym przypadku bezlitośnie się zemściło. Nie doszło przez to do utworzenia prawdziwego zespołu ludzi. Ostatni, i chyba najlepszy okres, gdzie Formis stanowiło zespół to album „Chaozium”. To były najlepsze czasy dla nas, czyli okres 2016 - 2018.

Ta słodko-gorzka opowieść sprowadza nas do wniosku, że jesteś jedynym stałym filarem Formis. I to od 2010 roku. Co więc przeważa w Twoim charakterze: upór, aby ten okręt płynął dalej, czy też ciekawość, dokąd dopłynie Formis z nowymi ludźmi na pokładzie?

Upór, możliwość wyrzucenia z siebie emocji, przerzucenia ich na dźwięki i słowo wykrzyczane. Potrzeba ekspresji. Z kolei umiejętność samodzielnego tworzenia, jak i nagrywania muzyki podtrzymały przy życiu Formis. Gdyby nie zdolności „przetrwania” nabyte 20 lat temu, projekt ten przestałby istnieć już od 2019 roku.

Wiemy więc, jak wygląda sytuacja, ale mimo wszystko zapytam. Jakie są Twoje najbliższe plany promocyjne? Czego możemy spodziewać się od Formis w nadchodzących miesiącach?

Trudno jest mówić o jakiejkolwiek promocji muzycznej bez jej wykonywania na żywo. To jest granica raczej nie do przejścia. Formis to nie Bathory, czy Darkthrone, który z powodzeniem istniał bez grania koncertów. Na dzień dzisiejszy aktywność Formis istnieje w sferze podtrzymywania muzyki, jaka powstała dotychczas na poziomie sieci internetowej. To cyfrowa śpiączka, ale nie mam zamiaru przeprowadzać eutanazji. Póki, co trwa zatem stan uśpienia scenicznego. Jednak na jakiekolwiek wywiady, czy recenzje reaguję i odpowiadam.

Wróćmy do „Bestiariusa”. Jeśli miałbyś wybrać jednego demona z nowego albumu, który z nich najlepiej definiuje obecny stan ducha i energię wewnątrz projektu Formis?

Bies - ukryty w starych jarach, w górach mglistych, na peryferiach cywilizacji, wciąż żywy, ale zapomniany. Mierzący się z tym zapomnieniem, czerpiący z tego wartości i doświadczenia, uśpiony w rozmyślaniach. Ten, który chodzi własnymi ścieżkami, oglądający innych z ukrycia, nie lgnący do utraty spokoju, nicości pospolitej. Podchodzący do wszystkiego z większą ostrożnością i spokojem...

A co w sytuacji, gdyby istoty ze słowiańskich wierzeń opisane na płycie usłyszały ten album – które z nich uznałoby go za komplement, a które za obrazę i totalny afront?

To pozostawiam inicjatywie słuchaczy, o ile ktokolwiek pochyli się nad tekstami i całym konceptem. W twórczości Formis często bywało tak, że mało kto zwracał uwagę na teksty i jakiekolwiek przesłanie. Liryki w języku angielskim, z pierwszych dwóch albumów, niejednokrotnie zawierają błędy, na które nikt nie zwrócił uwagi. Oprócz recenzentów, nikt nie zadał pytania o głębszy sens tekstów Formis. Zatem w ujęciu takim, czy bohaterowie tego albumu mogą uznać go za komplement lub obrazę, odpowiem - spróbuj popatrzeć w oczy polityków i odkryć, czy za uśmiechem czai się gniew, czy pewność siebie. Czy wolą być przedstawiani, jako bohaterowie,  czy jest im to obojętnie i tylko śmieją się po cichu… Liryki na „Bestiarius” to zachęta do myślenia.

Zdjęcia: materiały promocyjne.


Prześlij komentarz

0 Komentarze