Ostatni
album Formis – „Bestiarius” (2025) przyniósł dostrzegalną zmianę w warstwie
lirycznej materiału. Teksty dotykają słowiańskiej demonologii. Tytuły takie jak
„Bies”, „Zmora”, „Wieszczy”, czy „Czart” brzmią niezwykle przewrotnie. Skąd
decyzja, by tak silnie wgłębiać się w mroki naszej tradycji ludowej?
Ukierunkowanie liryki na słowiańską demonologię to
efekt naleciałości z przeszłości, co jest zaś wypadkową tego gdzie mieszkamy i
skąd pochodzimy. Nawet nieświadomie, pośrednio, przez lata gdzieś gromadzi się
w nas tożsamość regionalna, teraźniejsza i przeszła. Od zawsze otrzymywałem impulsy związane ze słowiańszczyzną. Od tych błahych
wydarzeń, jak choćby rosnąca popularność twórczości Sapkowskiego, przez
bardziej namacalne, czyli uczestnictwa w słowiańskich imprezach, np. Folk Metalowa Noc w Brennej,
Juromania, itp. Artefaktem, tym, co spotęgowało moje zainteresowanie słowiańską
demonologią była książka „Bestiariusz Słowiański”, która przewijała się w moim
życiu od 2017 roku. Przypadki losu, których na początku nie zauważałem,
podświadomie szczypały mnie Biesem i Czadem. Dla mnie było to coś nowego w kontraście z powtarzającymi się, szczególnie w
muzyce metalowej, istotami typu Behemoth, Hydra, Golem. Ponadto obcowanie z
naturą poprzez wędrówki górskie od wielu lat wyzwalało ciągotki do najstarszych
tradycji ludowych: wieś poza betonową cywilizacją i opowieści spod strzechy.
Dziś mogę powiedzieć, że to wszystko mocno się ze sobą łączyło. Wychodząc na
leśne górskie szlaki podświadomie uciekałem od betonowej, sztucznej dżungli.
Zalesione wyżyny okazywały szacunek dla minionych czasów, dla ciekawej
historii, szczególnie regionalnej, która pośród zurbanizowanych nizin była
stłamszona przez nowoczesne miałkie „tradycje”.
Przejście
z klasycznego, agresywnego thrash metalu do konceptu opartego na słowiańskich wierzeniach to odważny krok. Jak więc proces ten wpłynął na
strukturę muzyki zespołu? Czy zmuszony byłeś szukać nowych, dotąd
nieeksplorowanych przez Formis pokładów ciężaru oraz klimatu?
Thrash metal grany przez Formis był przeplatany z
elementami deathmetalowymi. I to właśnie teksty były bardziej bliskie
deathmetalowej poprawności - czyli problemy egzystencjalne, globalne, wojenne,
mentalne. Myślę tu o podobieństwach do późnego death metalu, jak np. „Individual
Thougth Patterns”. Ukierunkowanie nowych liryk w stronę demonologii miało
ukryty cel porównania ludzi do demonów. Owszem, z czasem jak zacząłem pokładać
większą uwagę w terminologii słowiańskiej, częściej trafiałem na krajową
twórczość black metalową, która jest związana z dawnymi wierzeniami naszego
regionu. To na pewno miało wpływ na strukturę muzyki zespołu. W codziennej
lekturze czasopism muzycznych moja uwaga skierowała się w stronę nowych dla
mnie zespołów. W odtwarzaczu pojawiły się nowe nazwy oraz tematyka słowiańska -
to na pewno miało wpływ na moje ucho i co za tym idzie na tworzenie gitarowego
materiału. Wszystko to rozwijało się naturalnie, a w efekcie poskutkowało tym,
co można usłyszeć na albumie „Bestiarius”.
Utwór
„Bezkost” wyróżnia się intrygującym, archaicznym brzmieniem samego tytułu. Kim
lub czym dla Ciebie jest ten demon w kontekście współczesnego świata?
Każdy tytuł - demon z płyty „Bestiarius” - ma swoje
odzwierciedlenie w dzisiejszym świecie. Najogólniej rzecz ujmując, tytuły utworów
z tej płyty to istoty które są powiązane z klasą „wyższą” - politycy,
celebryci, globaliści. Bezkostem w swoich myślach ochrzciłem polityków, którzy
dzisiaj do bólu, bez precedensu i zahamowań, namacalnie obnoszą się z perfidnym
scenariuszem działań: obietnice, czyli kłamstwa, dążenie do władzy za wszelką
cenę, a po jej osiągnięciu całkowita zmiana i odrzucenie wcześniej głoszonych
wartości swoim brudnym słowem. Zachowania bezkształtne, zmieniające się i
niestabilne; cyniczny brak wartości, brak kręgosłupa moralnego. Coś bezkształtnego, idealnie pasującego do istoty
opisanej w „Bestiariuszu Słowiańskim”, jako Bezkost. Należy też nadmienić że mój zamysł
koncepcyjny Bezkosta, w bogate słowa ubrał Astrogator z Planet Hell, który
gościnnie wyryczał ten utwór. Jestem bardzo zadowolony, że nie tylko zechciał odtworzyć
mój pierwotny tekst, ale zaangażował się bardzo w ten utwór i wręcz ułożył
lirykę całkowicie po swojemu, układając także własną linię melodyczną wokalu.
Słowem dodał wiele od siebie. To nie było tylko powtórzenie mojego zamysłu, ale
pełne zaangażowanie, którego oczekiwać można od prawowitego członka zespołu.
Muzycznie
„Bestiarius” to potężna dawka bezkompromisowego metalu, a na płycie pojawia się
cała plejada znakomitych gości, jak choćby Uappa Terror z ekipy Terrordome. W
jaki sposób ich odmienne style wokalne i artystyczne wpłynęły na ostateczny kształt płyty?
Obecność kilku wokalistów wyniknęła z braku stałego frontmana
w Formis, i to od czasów płyty „Chaozium”. Potrzeba znalezienia nowego głosu
zmotywowała mnie do wzmożonych poszukiwań. Fakt ten przeobraził się w coś
inspirującego i budującego. Pomimo tego, że niektóre recenzje płyty opisywały całość terminem „niejednorodna”, dla mnie
było to egzotyczne doświadczenie. Każdy wokalista wnosił coś od siebie, coś
całkiem nowego. Uappa podobnie, jak wspomniany Astrogator, zachował się jak
członek zespołu i zaproponował swoją wizję, zmianę tekstu oraz linii
melodycznej, co wpłynęło tylko pozytywnie na finalną postać utworów. Nie
inaczej było z Xycho, który w utworach „Czart” i „Zmora” rozwinął pierwotną
formę melodyczno-tekstową i ubogacił ją niesamowicie. Oprócz inicjatywy
twórczej każdy wokalista wnosi swój charakter barwą, co jest sprawą oczywistą.
Może to sprawiać wrażenie niejednorodności, ale ja odbieram to jako egzotykę -
formę ciekawą, nie nudną i nie szablonową.
Album
zamyka wymieniony przez Ciebie utwór „Czart”. W kulturze ludowej to postać dwuznaczna – czasem groźna, a niekiedy wręcz groteskowa. Jaki obraz tej istoty
wyłania się z przyjętej przez Ciebie koncepcji i jakie przesłanie niesie
słuchaczowi na sam koniec krążka?
Jak to bywa w opowiadaniu lub powieści, na końcu
pojawia się główny bohater, przeciwnik, władca... Czart jest właśnie takim
apogeum tego albumu. Jest najpotężniejszy, mający największy wpływ na gawiedź,
tłum. W ujęciu teraźniejszości sięgający najwyższych stanowisk. Ale przewrotnie
odnosi się też do wygnańca, kogoś na odludziu, kogoś kto dzierży dawną wiedzę,
a jest skazany na potępienie. Pośród gawiedzi ktoś taki przeobraża niewiedzę
tłumu w strach. To ma oddźwięk w dzisiejszych czasach - jeżeli ktoś głosi inny
koncept niż motłoch, skazywany jest na palący się stos...
Przesłanie „Czarta” to zdjąć mentalne kajdany ze
słuchacza, ale większość odbiera to jako chęć uwięzienia. Ta finalna koronacja
Czarta jest przedstawiona raczej w dwuznacznym świetle - niech każdy
zinterpretuje go sobie po swojemu. Sukcesem dla mnie w takich tekstach jest
zachęcenie do myślenia i spojrzenia na starą wiedzę z innej perspektywy, bez
pomocy sztucznych nowoczesnych „adwokatów”.
Historia
Formis to droga pełna personalnych tąpnięć. Poprzedni album „Pogromca” z 2022 roku powstawał w atmosferze absolutnej rewolucji, kiedy do składu
dołączyli m.in. muzycy znani z Frontside. Czy ciągle roszady osobowe wpłynęły
na DNA zespołu? Jak dziś przedstawia się ta sytuacja?
Każdy z byłych członków zespołu wybrał swoją ścieżkę.
Starzejemy się, dochodzimy do różnych zakrętów życiowych, gdzie przygoda z instrumentem może stwarzać
przeszkodę nie do przejścia. Jest to naturalne i zrozumiałe, że dorosły
człowiek rezygnuje z grania ciężkiej muzyki. Taka kolej rzeczy w zwykłym
zespole, który nie może zaoferować utrzymania finansowego za poświęcony czas,
to częsty scenariusz. Mamy swoje życiowe problemy, które niektórym nie
pozwalają na utrzymanie się z wykonawstwa, nawet na poziomie hobbistycznym. Tak
też potoczyło się w historii Formis. Zmiany personalne zawsze mają wpływ na
ogólny charakter twórczości zespołu. W związku z powyższym, trudno dziś nazwać
Formis zespołem. Z uwagi na to, że nie ma on stabilnej postaci trzeba to już
nazywać projektem. Niestety tak to dziś wygląda. Szansa na skład była podczas
nagrywania „Pogromcy”, ale okazała się zbyt mała na sukces. Może wynikało to z
faktu, że album ten powstał w chorym czasie COVIDu?
Robienie muzyki na odległość poza komfortem i wygodą,
nie generuje bliskich relacji, chemii, spotykania się na sali prób. Nie jest to
organiczne i w naszym przypadku bezlitośnie się zemściło. Nie doszło przez to
do utworzenia prawdziwego zespołu ludzi. Ostatni, i chyba najlepszy okres,
gdzie Formis stanowiło zespół to album „Chaozium”. To były najlepsze czasy dla
nas, czyli okres 2016 - 2018.
Ta
słodko-gorzka opowieść sprowadza nas do wniosku, że jesteś jedynym stałym
filarem Formis. I to od 2010 roku. Co więc przeważa w Twoim charakterze: upór,
aby ten okręt płynął dalej, czy też ciekawość, dokąd dopłynie Formis z nowymi
ludźmi na pokładzie?
Upór, możliwość wyrzucenia z siebie emocji,
przerzucenia ich na dźwięki i słowo wykrzyczane. Potrzeba ekspresji. Z kolei umiejętność
samodzielnego tworzenia, jak i nagrywania muzyki podtrzymały przy życiu Formis.
Gdyby nie zdolności „przetrwania” nabyte 20 lat temu, projekt ten przestałby
istnieć już od 2019 roku.
Wiemy
więc, jak wygląda sytuacja, ale mimo wszystko zapytam. Jakie są Twoje
najbliższe plany promocyjne? Czego możemy spodziewać się od Formis w
nadchodzących miesiącach?
Trudno jest mówić o jakiejkolwiek promocji muzycznej
bez jej wykonywania na żywo. To jest granica raczej nie do przejścia. Formis to
nie Bathory, czy Darkthrone, który z powodzeniem istniał bez grania koncertów.
Na dzień dzisiejszy aktywność Formis istnieje w sferze podtrzymywania muzyki,
jaka powstała dotychczas na poziomie sieci internetowej. To cyfrowa śpiączka,
ale nie mam zamiaru przeprowadzać eutanazji. Póki, co trwa zatem stan uśpienia
scenicznego. Jednak na jakiekolwiek wywiady, czy recenzje reaguję i odpowiadam.
Wróćmy
do „Bestiariusa”. Jeśli miałbyś wybrać jednego demona z nowego albumu, który z nich najlepiej definiuje obecny stan ducha i energię wewnątrz projektu
Formis?
Bies - ukryty w starych jarach, w górach mglistych, na
peryferiach cywilizacji, wciąż żywy, ale zapomniany. Mierzący się z tym zapomnieniem, czerpiący z tego wartości i doświadczenia,
uśpiony w rozmyślaniach. Ten, który chodzi własnymi ścieżkami, oglądający
innych z ukrycia, nie lgnący do utraty spokoju, nicości pospolitej. Podchodzący
do wszystkiego z większą ostrożnością i spokojem...
A
co w sytuacji, gdyby istoty ze słowiańskich wierzeń opisane na płycie usłyszały
ten album – które z nich uznałoby go za komplement, a które za obrazę i totalny
afront?
To pozostawiam inicjatywie słuchaczy, o ile ktokolwiek
pochyli się nad tekstami i całym konceptem. W twórczości Formis często bywało
tak, że mało kto zwracał uwagę na teksty i jakiekolwiek przesłanie. Liryki w języku angielskim, z pierwszych dwóch
albumów, niejednokrotnie zawierają błędy, na które nikt nie zwrócił uwagi.
Oprócz recenzentów, nikt nie zadał pytania o głębszy sens tekstów Formis. Zatem w ujęciu takim, czy
bohaterowie tego albumu mogą uznać go za komplement lub obrazę, odpowiem -
spróbuj popatrzeć w oczy polityków i odkryć, czy za uśmiechem czai się gniew,
czy pewność siebie. Czy wolą być przedstawiani, jako bohaterowie, czy
jest im to obojętnie i tylko śmieją się po cichu… Liryki na „Bestiarius” to
zachęta do myślenia.
Zdjęcia: materiały promocyjne.


0 Komentarze