Acid Reign - angielski zespół thrashmetalowy, pierwotnie działający w latach 1985–1991. W 2015 roku grupa wznowiła swoją karierę, zaś jej najnowszy album - „Daze of the Week” ukazał się w maju 2026 roku. Mózgiem tej operacji był i jest (jak zawsze) założyciel zespołu Howard "H" Smith, z którym miałem przyjemność rozmawiać na potrzeby tego wywiadu. Polecam więc jego treść i zachęcam do poznania twórczości Acid.
Wasz najnowszy album „Daze of the Week” zebrał świetne recenzje. Gdybyście mieli opisać klimat tego krążka za pomocą trzech słów, których użylibyście najchętniej?
Na początek krótka odpowiedź: energia, intensywność, nastawienie.
Okładka płyty zawsze dopełnia muzykę. Jak koncept wizualny „Daze of the Week” łączy się z zawartością muzyczną i kto wpadł na ten pomysł?
Cóż, pomysł na grafikę był mój – choć z pomocą Pete’a (Dee - przyp. red.). Przedstawia ona pokój znany z okładki albumu „The Fear”, ale stanowi też hołd dla płyty „Script for a Jester’s Tear” zespołu Marillion, która jest jedną z naszych ulubionych. Na grafice ukryto też 10 tzw. easter eggów, z których każdy nawiązuje do jednego z utworów na płycie. Całość w genialny sposób zrealizował Dan Goldsworthy.
Singiel „Sorrowsworn” ma w sobie niesamowity ciężar i mroczniejszy klimat. Czy to najbardziej eksperymentalny moment na płycie?
Nie sądzę. Dla mnie to dość klasyczny, bezpośredni utwór: trzy zwrotki, trzy fragmenty przed refrenem, trzy refreny, część w stylu mosh, solówka – wszystko w szybkim, a zarazem umiarkowanym tempie. Szczerze mówiąc, w żaden sposób nie nazwałbym go eksperymentalnym, ale dzięki za opinię!
To gdybyście mieli wybrać tylko jeden utwór z „Daze of the Week”, który idealnie definiuje Acid Reign w 2026 roku, co to by był za kawałek?
Zanim album się ukazał, trudno byłoby mi wskazać konkretny utwór, ale po premierze i reakcjach słuchaczy myślę, że byłby to „Alonely”. Ludzie zdają się uwielbiać ten kawałek. To zabawne: w chwili, gdy wydajesz płytę, przestaje ona być tylko twoja – dowiadujesz się, co myślą o niej inni. Dla nas był to po prostu kolejny solidny, dobry utwór. Jednak bez wątpienia to właśnie o nim ludzie mówią nam najczęściej, co było dla nas przemiłą niespodzianką.
W 2025 roku przez zespół przeszła spora rewolucja kadrowa. Jak nowe nabytki muzyczne wpłynęły na Wasze brzmienie? Czy pomogło to odnaleźć świeżą energię, wrócić do klasycznego stylu Acid Reign?
Nie sądzę, by wpłynęło to na nasze brzmienie, ponieważ Matt (Smith - przyp. red.) jest w zespole już od dłuższego czasu, grał utwory Acid Reign i wie, jak powinny one brzmieć. Ale masz rację – zdecydowanie wnieśli nową energię i dynamikę, co jest absolutnie fantastyczne.
„H”, jesteś wokalistą zespołu od czterech dekad. Jak dziś oceniasz wcześniejsze dokonania zespołu i co ewentualnie zmieniłbyś w Waszej historii mając taką możliwość?
Szczerze mówiąc, nie myślę o przeszłości, bo to, co minęło, jest już nieodwracalne – więc nie, niczego bym nie zmieniał. Jestem zadowolony z tego, w jakim miejscu jesteśmy, więc widocznie przez ten czas robiłem coś dobrze. Liczy się przyszłość. Życie jest przed tobą, a nie za tobą.
Pytam, gdyż znani jesteście z krzewienia dobrego humoru na scenie thrash metalowej, która bywa dość często bardzo poważna. Czy usłyszeliście kiedyś zarzut, że tego „mroku” w Waszej muzyce jest nazbyt mało, jak na ten gatunek muzyczny?
Jesteśmy z powrotem na scenie od jedenastu lat i w tym czasie nie było już miejsca na muzyczny humor. Nasze koncerty to po prostu dobra zabawa – tak było zawsze i tak będzie nadal. My nie gramy zwykłych koncertów, my urządzamy imprezy. Owszem, spotykaliśmy się z krytyką, ale dotyczyło to głównie początkowego okresu naszej działalności. Od czasu powrotu ludzie wiedzą, czego się spodziewać, a sama scena jest zupełnie inna i znacznie bardziej otwarta niż dawniej.
Z kolei brytyjska scena thrashowa od zawsze różni się swym klimatem od tej z Bay Area, czy choćby Niemiec. Co Waszym zdaniem było i pozostaje nadal swoistym unikatem w brytyjskim podejściu do metalu?
Mogę mówić tylko za siebie i nasz zespół: po prostu jesteśmy sobą – zawsze byliśmy i nigdy nie próbowaliśmy brzmieć, ani zachowywać się, jak ktokolwiek inny. Oczywiście, tak jak wszyscy, mamy swoje inspiracje, ale wydaje mi się, że z biegiem czasu wypracowaliśmy dość charakterystyczne brzmienie. Nie ulega jednak wątpliwości, że na początku naszej drogi to właśnie zamiłowanie do humoru hamowało naszą karierę poza granicami Wielkiej Brytanii. Całkowicie to rozumiem. Brytyjska scena thrashowa była powszechnie postrzegana jako pozostająca w tyle za scenami niemiecką i amerykańską, i uważam, że to sprawiedliwa ocena – tamte sceny zrobiły dla thrash metalu znacznie więcej niż brytyjska.
Tak sobie myślę, że świat zmienia się błyskawicznie – mamy sztuczną inteligencję, VR, algorytmy. Czy wyobrażacie sobie Acid Reign grające koncert jako cyfrowe awatary w świecie wirtualnym, czy to absolutnie sprzeczne z Waszą filozofią?
Nie jesteśmy zespołem KISS! Poza tym nie mamy takich pieniędzy. Jednak gdy już mnie zabraknie, muzyka pozostanie – i jeśli ktoś zdecyduje się na taki krok, uważam, że byłoby to całkiem fajne. Tylko niech to się dzieje, kiedy już mnie nie będzie na tym świecie. Dziękuję bardzo.
Czysto hipotetycznie - spotykacie dzieciaka, który właśnie kupił swoją pierwszą gitarę i chce grać thrash metal. Co powiedzielibyście w formie przesłania od starszych i doświadczonych kolegów?
Daleki jestem od udzielania rad gitarzyście, ale gdybym już miał jakąś dać, brzmiałaby ona tak: wzmocnij prawy nadgarstek i codziennie ćwicz uderzenia kostką z góry na dół. Potem będziesz już gotowy do działania.
A gdybyście mogli umieścić jedno zdanie lub życiową mądrość na gigantycznym billboardzie w samym centrum Londynu, co by tam było napisane?
Bądź świadomy siebie, świadomy społeczeństwa i świadomy politycznie.
Zdjęcia: materiały prasowe.


0 Komentarze