Rage - niemiecki zespół metalowy, założony w 1984 roku (wówczas pod nazwą „Avenger”). W dorobku płytowym ma aż 27 studyjnych krążków, a ostatni z nich - zatytułowany „A New World Rising”- ukazał się w 2025 roku. Miałem ogromną przyjemność rozmowy z założycielem formacji Peterem „Peavy” Wagnerem, który dziarskim krokiem przeszedł przez ogień moich pytań. Polecam więc lekturę wywiadu oraz poznanie nietypowej pasji mojego rozmówcy. 


Nazwa Waszego zespołu przywołuje na

myśl silne emocje i stan wzburzenia. Jak zmieniał się zatem Wasz muzyczny sposób definiowania tychże uczuć w trakcie 40 lat kariery?


Na początku nasza muzyka brzmiała nieco bardziej nerwowo, była mniej uporządkowana, a może nawet nieco naiwna – co prawdopodobnie wynikało z naszej młodości i braku doświadczenia. Z biegiem lat wiele się nauczyłem o pisaniu i aranżowaniu utworów. Zdecydowanie lepiej potrafię teraz skupić kompozycję wokół konkretnego nastroju i przekazu. Zrozumiałem, że czasem mniej znaczy więcej – że warto dać przestrzeń instrumentom i partiom wokalnym – dzięki czemu mogę wyrażać swoje pomysły dokładnie tak, jak chcę.


Wiele zespołów z lat 80-tych łagodzi brzmienie z wiekiem. Wy wciąż potraficie uderzyć bardzo ciężko. Co jest więc źródłem tej pierwotnej, niegasnącej agresji w Waszej muzyce?


Po prostu to uwielbiamy. Choć zdarza nam się nagrać balladę, czy bardziej złożony utwór, uważamy, że trzonem naszej twórczości powinny być agresywne, szybkie i potężne metalowe kawałki. Takie, które atakują słuchacza energią, wpadają w ucho dzięki dobrym melodiom i nigdy nie ocierają się o kicz.


Wasz poprzedni dwupłytowy album „Afterlifelines” był mroczny i dystopijny. Skąd pomysł, by na „A New World Rising” tak drastycznie zmienić kurs w stronę światła, pozytywnej energii i optymizmu?


Zastanawiałem się właśnie nad tym, jak sprawy naturalnie przybierają nowy obrót. Kiedy wszystko sięga dna, sytuacja może się po prostu poprawić – tak jak po nocy nadchodzi dzień. Spodobał mi się więc pomysł, by napisać o pozytywnej zmianie, zwłaszcza w tak trudnych czasach, w jakich obecnie żyjemy.


Pytam, bowiem powiedziałeś kiedyś, że świat tonie w manipulacji i negatywnych emocjach. Czy nagranie tak energicznego albumu było dla Was rodzajem buntu przeciwko tej rzeczywistości?


To trafne określenie – tak, można tak powiedzieć. Jesteśmy tylko muzykami. Nie możemy zbyt wiele zdziałać, by stworzyć lepszy świat, możemy jedynie szerzyć pozytywną energię wśród tych, którzy mogą jej potrzebować.


„A New World Rising” to 27 album w Waszej dyskografii. Nadal odczuwacie niesłabnącą potrzebę tworzenia nowej muzyki?


Nie nazwałbym tego koniecznością, czy potrzebą, ale tworzenie muzyki – kontakt z wewnętrznym głosem, łączenie się z uniwersalnym przepływem i powoływanie do życia nowych utworów to jedna z najwspanialszych rzeczy na świecie. To po prostu sprawia, że ​​czujesz się dobrze, więc nigdy nie chcę z tym kończyć.



Cóż, przeszliście przez czasy kaset magnetofonowych i winyli, poprzez erę płyt CD, aż po streaming. Jakie jest Wasze największe zmartwienie, a jaka największa nadzieja związana z obecnym przemysłem muzycznym?


Dla muzyków sporym problemem jest z pewnością fakt, że każdy może łatwo tworzyć dźwięki i utwory za pomocą sztucznej inteligencji, ale jednocześnie wiem, że nie jest to to samo, co muzyka prawdziwie skomponowana i zagrana ręcznie. AI potrafi jedynie wykorzystywać to, co już istnieje. Technologia ta nie jest w stanie stworzyć czegoś naprawdę nowego. Być może gatunki muzyczne oparte w dużej mierze na samplach – jak techno, rap, czy ta cała elektronika, lub jakkolwiek by to nazwać – mogą zostać łatwo zastąpione przez wytwory AI, skoro i tak polegały one głównie na sklejaniu ze sobą próbek dźwiękowych. Jednak prawdziwa, tworzona ręcznie muzyka ma przed sobą przyszłość. Nic nie jest w stanie jej zastąpić...


Twoją wielką pasją, poza samą muzyką jest zbieranie i kolekcjonowanie skamielin oraz starych kości. Czy to archeologiczne hobby miało kiedykolwiek wpływ na teksty Waszych piosenek?


Myślę, że tak – w pewnym sensie. Trzymanie w dłoniach tych dawnych świadków życia z zamierzchłych czasów zmienia spojrzenie na egzystencję i na te niewyobrażalne dla mnie, ogromne przedziały czasowe. Nie chodzi mi tyle o same kości, co o przemyślenia i wiedzę, jakich one dostarczają.


Jesteś posiadaczem imponującej kolekcji. Gdybyś musiał wybrać rzecz najbardziej wyjątkową ze swoich zbiorów, co by to było i dlaczego?


Właściwie każdy egzemplarz jest wyjątkowy, tak jak unikalna jest każda żywa istota, a co za tym idzie, również jej szczątki. Oczywiście w mojej kolekcji znajdują się prawdziwe rarytasy. Posiadam szczątki ludzkie – od pojedynczych kości szkieletu po kompletne czaszki – pochodzące z epoki kamienia (neolitu i mezolitu), czyli sprzed 5 000 do 50 000 lat. To samo dotyczy licznych czaszek i kości zwierzęcych z tamtego okresu. Mam też wiele współczesnych kości, czaszek i szkieletów zwierząt oraz ludzi. Do wyjątkowych okazów należą zmontowane szkielety wszystkich wielkich małp człekokształtnych (goryla, szympansa i orangutana) – oczywiście posiadane legalnie, za oficjalnym zezwoleniem. Imponujący jest również kompletny, zmontowany szkielet łosia.


Powróćmy do muzyki. Soundchaser - maskotka Rage - jest symbolem równie rozpoznawalnym, co Eddie z Iron Maiden. Gdyby dzisiaj ożył i przemówił do nas wszystkich, jak oceniłby kondycję współczesnego świata?


Z pewnością powiedziałby: wyprostujmy się i ogarnijmy ten cały bałagan – stwórzmy dobry świat dla wszystkich!


To na koniec – gdyby Wasz Soundchaser miał swój własny instrument muzyczny, co by on przypominał?


Skoro to istota biomechaniczna, korzystałaby z maszyny łączącej w sobie wszystkie instrumenty niezbędne do grania miażdżącego, głośnego metalu! 


Zdjęcia: xoxo photography.