EverdeaD - polski zespół deathmetalowy, założony w czerwcu 2020 roku w Stargardzie. Muzyka formacji jest silnie inspirowana klasycznym brzmieniem przełomu lat 80. i 90. XX wieku. Najnowszy album grupy „Re-animateD” ukazał się w czerwcu 2025 roku i stał pretekstem do mojej rozmowy z Matem Stargardem - wokalistą oraz gitarzystą EverdeaD. Kolejny wywiad z cyklu 10 ognistych pytań, który serdecznie polecam.
Brak żywego perkusisty to Wasz znak rozpoznawczy. Czy od początku był to świadomy wybór artystyczny, czy raczej konieczność wynikająca z braku odpowiednich ludzi w Stargardzie?
Zgadza się – ludzie rozpoznają nas w pierwszej kolejności jako skład bez „żywego” bębniarza. Dopiero na drugim planie identyfikują jako staroszkolny Death Metal. Na początku grał z nami Lewy. Nagraliśmy razem demo „Covid Sessions” i singiel „Wings Of Horror”. Z uwagi na swoją aktywność w BESTIAL i w innych projektach, jeszcze na etapie pisania drugiego demo – jesienią 2021, Darek zrezygnował z EverdeaD. Jak pewnie się domyślasz, scena pełna jest gitarzystów, którzy czasem z powodzeniem obsadzają funkcję basisty – ale perkusista lub wokalista to rzadkie dobro. Po nagraniu materiału na „Resurrected Into Plagues” bardzo chciałem wyleźć z piwnicy i zacząć koncerty. Postanowiłem dalej szukać bębniarza – i jednocześnie występować, grając do uprzednio przygotowanych śladów. Od tamtej pory minęło 5 lat. Zagraliśmy blisko 50 koncertów – a garowego, jak nie było tak nie ma. Odpowiadając bezpośrednio na Twoje pytanie: tak, to była konieczność. Ale dziś zmieniliśmy optykę – i już tak uporczywie nie szukamy człowieka do bębnów. Dzięki temu zabiegowi zyskujemy jakąś unikalność na koncertach.
Wielu purystów death metalu uważa automat perkusyjny za „świętokradztwo”. Jak reagujecie na takie głosy? Dziwią Was opinie ortodoksów?
W naszym przypadku publika na koncertach reaguje pozytywnym zaskoczeniem, że gramy „do trupa” - i to brzmi. Często ludzie mówią, że po dopiero dłuższej chwili orientowali się, że nie ma „żywych” bębnów. Nikt nigdy wprost nam nie powiedział niczego złego. Dzisiaj, dzięki wtyczkom możesz sobie wyprodukować dynamiczne, dobrze brzmiące ślady perkusji. Nawet nie zdajesz sobie sprawy jak często je słyszysz na płytach, bo taki zabieg jest powszechny – i w mojej ocenie nie ma w tym nic złego. Czy dziwią nas opinie ortodoksów? Jeżeli puryści uważają to za „świętokradztwo” - my jesteśmy z tym OK. Byle nazwy zespołu nie przekręcali.
Tytuł Waszego debiutu „Re-animateD” idealnie pasuje do konceptu wskrzeszania starej szkoły death metalu. Co dokładnie chcieliście „reanimować” na tej płycie?
Jesteś jednym z nielicznych, którzy zapisali ten tytuł poprawnie (śmiech - przyp. red.). Odnosi się on zarówno do wskrzeszania muzycznego stylu - jak i do utworów, które się na nim znalazły. Na „Re-animateD” nie ma premierowego numeru. Każda z dziesięciu kompozycji wcześniej znalazła się na jednym z dwóch demo CD, albo ukazała się cyfrowo jako singiel. Poza tym, tytuł świetnie harmonizował się z szatą graficzną płyty.
Droga od powstania zespołu w 2020 roku do premiery krążka w czerwcu 2025 zajęła Wam pięć lat. Jak bardzo materiał ten ewoluował we wspomnianym okresie i czy na krążku znalazły się riffy pamiętające jeszcze Wasze pierwsze próby?
Cały materiał powstawał etapami od początku istnienia EverdeaD i po prostu został ponownie nagrany. Tymi etapami były kolejne dema i single. Są oczywiście drobne różnice w aranżacjach, ale to raczej sprawa kosmetyczna. My mamy taki model pracy, że piszemy po jednym numerze na raz. Działamy - można powiedzieć „singlowo” - czyli: mamy gotowy aranż, wbijamy nagrania i publikujemy jako singiel. Dlatego debiut to nic innego, jak zestaw naszych singli i dem nagranych na nowo – zamkniętych w jedną, spójną brzmieniowo i stylistycznie całość.
Album został wydany nakładem Damned Pages oraz Defense Records. Jak oceniacie współpracę z tymi wydawnictwami? Czy efekt finalny zgodny był z tym, czego oczekiwaliście?
Nie mieliśmy wygórowanych oczekiwań. Zależało nam na tym, by wydawca zajął się produkcją fizycznych nośników i wprowadził swoimi kanałami ten materiał na rynek. Obaj wspomnieni przez Ciebie mają wyłączność na Europę. Za ich pośrednictwem CD trafiło do recenzji. co spotkało się z fajną reakcją. Zawarli też swoje deale z podziemnymi distrami – dzięki czemu pojawiliśmy się w kilku katalogach wysyłkowych. Jesteśmy zadowoleni, bo dostaliśmy to, czego chcieliśmy.
A propos oczekiwań. Od premiery krążka minęło już trochę czasu. Które recenzje lub opinie fanów na temat „Re-animateD” najbardziej Was zaskoczyły albo sprawiły największą satysfakcję?
Zacznę od tego, że od początku istnienia EverdeaD nie było planu na nagrywanie „pełniaka”. Zawsze uważałem, że ukazuje się tyle dobrej muzyki, że niekonieczne trzeba atakować rynek swoim długograjem. Decyzja o nagraniach i szukaniu wydawcy zapadła po pierwszym roku koncertowania, kiedy ludzie kupowali nasze demówki i pytali o płyty... Wracając do tematu - nie potrafię obiektywnie ocenić, które opinie nas najbardziej zaskoczyły. Cieszymy się, że recenzenci i fani Metalu chcieli pochylić się nad płytą. Każda opinia/recenzja jest dla nas ważna – bez względu na to, czy nas chwalą, czy nie. To nie tylko wskazówka, ale też obok wywiadów gigantyczny kanał promocyjny dla zespołu. Dziękuję z tego miejsca każdemu, kto poświęcił czas i talent, by wyrazić swoją opinię na temat tego wydawnictwa. Fajnie, że słuchacze dostrzegli w naszym przekazie kontynuację tej formuły z lat 90- tych. Na tym zależało nam najbardziej.
Wydając „Re-animateD” zrobiliście przysłowiowy pierwszy krok. Oceniając z perspektywy czasu, czy dziś wykonalibyście go w tym samym kierunku? A może wybralibyście jednak inną drogę?
Nic byśmy nie zmienili. Wszystko zostało wykonane na miarę naszych ówczesnych możliwości i umiejętności. To wydawnictwo, to historia i jak mówisz - pierwszy krok. Pomógł nam zebrać cały materiał w jedną spójną całość i dał wiedzę, jak działa ten rynek. Wiemy, jakie popełniliśmy błędy na etapie produkcji i wyciągniemy z nich wnioski. Utwory na następcę już powstają. Drugi „pełniak” zostanie uzupełniony kawałkami, które nie weszły w program debiutu. To znów będzie 10 kompozycji – to dobra i sprawdzona formuła. Mamy grafikę na okładkę i 5 skończonych utworów, które już ogrywamy na koncertach.
Jeśli porównacie Wasze pierwsze demo „Covid Sessions” z debiutem w wydawniczym, co zmieniło się najbardziej w Waszym podejściu do komponowania?
Od momentu ukazania się pierwszej demówki do debiutu – to zasadniczo niewiele. Natomiast w nowych numerach staramy się ogniskować uwagę nie tyle na technicznym graniu, co bardziej na dobrym – niekoniecznie skomplikowanym riffie. Nasza muza, to prosta kontynuacja tego, co w Death Metalu już było i jest w tym nurcie. Nie mamy ambicji wymyślać gatunku na nowo. Ważniejsze jest oddanie tego klimatu i wierność stylowi, niż innowacja, czy nachalne eksponowanie gitarowej techniki. W sumie, jedno co nie uległo zmianie – to pogoń za jak najlepszym brzmieniem zespołu.
To teraz z innej bajki - wyobraźcie sobie, że z powodu pomyłki organizatora gracie koncert na weselu. Jaki utwór z „Re-animateD” dedykujecie parze młodej na pierwszy taniec?
(Śmiech - przyp. red.) To się raczej nie wydarzy, bo sami w ramach cyklu METALOWA INWAZJA ogarniamy swoje koncerty. Bardzo rzadko jesteśmy zapraszani przez inne zespoły, czy organizatorów. Jednak, jakby do tego doszło – myślę, że „Cadaver Decay” ze względu na zawartość tekstową byłby niezły… (śmiech - przyp. red.)
A jak brzmiałby najgorszy tekst na podryw - jaki można ułożyć - używając wyłącznie tytułów utworów z Waszej debiutanckiej płyty?
Łooo Paaanieee... Myślę... „Released From Entrails Of The Dead” - naprawdę słabo to wyszło... Może mógłby pasować jakiś cytat z tekstu. Na przykład z „Entrails”? Pojęcia nie mam. Zabiłeś mi ćwieka...
Zdjęcia: materiały prasowe.


1 Komentarze
🤘
OdpowiedzUsuń