Miyasis - polski zespół wykonujący muzykę z pogranicza metalcore i deathcore, założony w 2020 roku. Jego twórczość charakteryzuje się połączeniem agresywnych, ciężkich brzmień z rozbudowanymi partiami instrumentalnymi. Debiutancki album formacji „Chaos Collusion” miał swoją premierę w 2023 roku. O kulisach jego powstawania oraz dalszych losach grupy opowiedział mi wokalista zespołu Piotr Jabłoński. A wszystko to w ramach 10 ognistych pytań. Polecam lekturę wywiadu.
Nazwa Waszego zespołu odnosi się do myjozy – choroby wywoływanej przez larwy much. Czujecie się zatem bardziej, jak chirurdzy usuwający te mentalne pasożyty z głów słuchaczy, czy wręcz odwrotnie - jak ci, którzy te jaja pasożytów tam podrzucają?
Początkowo nazwa miała mieć mocny wpływ na warstwę tekstową w zespole. Mieliśmy skupić się na szeroko pojętych „horrorach” życia, które miały być podszyte wątkami Gore, itp. Gold_Boy_Hex i Piotrek chcieli na początku wpleść tę bardziej brutalną część do naszego wizerunku. Podczas pisania tekstów odbiegliśmy mocno tematyką i skupiliśmy się bardziej na ogólnych problemach społecznych, które dotykają niemal każdego z nas. Można więc powiedzieć, że bardziej skupiamy się na tym, żeby tego „robala” wyplenić z naszych ciał, tak jak wcześniej pięknie powiedziałeś.
Tytuł Waszego debiutu z 2023 roku to „Chaos Collusion”. Biorąc pod uwagę różnorodność repertuaru grupy, zdradźcie proszę, na ile ten „chaos” w tytule to kontrolowana strategia, a na ile naturalny stan umysłu podczas pisania materiału?
Kontrolowaną strategią na pewno są twórcy riffów. Artur i Tomek podczas pisania muzyki wykazują się niesamowitą skutecznością i precyzją. Bardzo często ta dwójka przychodzi do reszty zespołu z niemalże gotowymi utworami. Cała zabawa zaczyna
się, jak reszta siada do roboty. Miliony pomysłów na sekundę, argumenty lecą jak z karabinu: tu szybciej, ten riff dwa razu dłużej, ja nie będę tam krzyczał, to na pewno nie jest refren, itp. Koniec końców każdy z nas wkłada tą niewygodną dla reszty cegiełkę i w ten sposób powstaje płyta, z której jesteśmy dumni.
W utworze „Human?” stawiacie wyraźny znak zapytania przy gatunku ludzkim, a w „Scam” bezlitośnie rozliczacie się z fałszem. Czy muzyka Miyasis to jedynie dokumentacja nieuchronnego upadku współczesnego świata, czy gdzieś między tymi ciężkimi riffami tli się jednak jakakolwiek nadzieja dla człowieka?
Piosenki, które wybrałeś zostały napisane przed różnych ludzi, co pokazuje, jak ten „chaos” w nas siedzi. Utwór „Human?” został napisany przez Artura. Podmiot liryczny zadaje w nim pytanie: Czy my nadal jesteśmy ludźmi? Czy mimo wszechobecnej technologii powoli przekształcamy się w coś zupełnie nowego? Czy jest to pożądane zjawisko, czy bardziej coś nieuniknionego? „Scam” napisał Gold_Boy_Hex i Piotrek. Piosenka jest bardziej brutalna, opisuje co by się stało gdyby normalny człowiek dorwał scamersa. Nadzieja dla człowieka tli się pomiędzy naszymi riffami, lecz eksterminacja poszczególnych jednostek jest jak najbardziej wskazana. Świat bez niektórych osób stanie się lepszy (śmiech - przyp. red.).
Każdy z Was ma bogatą przeszłość w innych projektach (m.in. Deathbringer, Distortia). Jaki nawyk lub podejście z poprzednich zespołów musieliście bezwzględnie zmienić w sobie, żeby nadać obecnej twórczości spójne brzmienie?
Staramy się, aby inne projekty nie kolidowały ze sobą. Oczywiście pewne nawyki, zagrywki zostają, lecz to nieuniknione. Chłopaki często piszą muzę i dopasowują do którego zespołu ten riff się bardziej nadaje. Na szczęście każdy z nas ma dużo do powiedzenia muzycznie, jak i tekstowo, więc jesteśmy w stanie odciąć się od innych projektów i skupić na tym jednym.
Wasz ostatni singiel „Heretic” stanowi dowód, że nie zwalniacie tempa. Jak ewoluowało Wasze podejście do komponowania od czasu wydania debiutu? Czy aktualny materiał to prosta kontynuacja drogi z „Chaos Collusion”?
Materiał, który już niebawem ujrzy światło dzienne to kompilacja dwóch rozdziałów w życiu zespołu. Po odejściu naszego dobrego kumpla i świetnego gitarzysty Kacpra zostało nam bardzo dużo muzyki, która poniekąd była mocno związana z wcześniej wydanym albumem. Na miejsce Kacpra udało nam się zwerbować kosmitę
gitary Tomka, który ma swój styl i chcemy mu dać miejsce twórcze na płycie. On jest bardzo elastyczny, ale też umie postawić na swoim, co pokazuje w nowych utworach, przedstawiając zespołowi epickie solówki, których nie graliśmy wcześniej wcale. Na pewno nie będzie to kontynuacja albumu. Choć pewnie będzie miała z nią dużo wspólnego.
Słowo „heretyk” oznacza kogoś, kto odrzuca oficjalną doktrynę. Od jakiej doktryny Waszym zdaniem najtrudniej jest się uwolnić przeciętnemu człowiekowi we współczesnym świecie?
Od własnego ego. Każdy z nas ma klatkę w głowie zwaną „ja wiem”. Bardzo groźna broń. Często łapiemy się na tym, że szczątkową wiedzę usłyszaną od kogoś w internecie uważamy za fakty. Nieświadomie stajemy się ekspertami w dziedzinie o której nic nie wiemy, ale brniemy w zaparte i skaczemy sobie do gardeł. My sami jesteśmy temu winni. Czasem trzeba się po prostu zatrzymać, posłuchać co ta druga osoba do ciebie mówi i ocenić, czy warto się sprzeczać. Bo jak dobrze wszyscy wiemy - z idiotą nie wygrasz. Lepiej go wysłuchać, niech odsłoni wszystkie swoje karty, a później omijać szerokim łukiem.
Autorem oprawy graficznej do „Chaos Collusion” był wybitny artysta Jarek Kubicki. Jak doszło do tej współpracy i na ile ascetyczny, mroczny design
digipacku oddaje to, co działo się w Waszych głowach podczas sesji nagraniowych?
Na Jarka Kubickiego natrafił Grzesiek. Od początku rozmowy o okładce przerzucaliśmy się pomysłami, jak ona w ogóle ma wyglądać. Powstało tysiące wersji, ale tylko jedna miała jakikolwiek sens. Po tym, jak Grzegorz wysłał nam na grupie prace Jarka od razu zamilkły wszystkie dyskusje. Okładka idealnie pokazuje to, co chcieliśmy przedstawić. Mrok, tajemniczość, niepewność, chaos, ale również piękno w swój dziwaczny sposób. Jakby wyciągnął nam ją z głowy.
Wspomniany digipack wydaliście własnym sumptem w erze, w której streaming i algorytmy rozdają karty. Jak dużą wagę przywiązujecie więc do tego, że ktoś trzyma Wasz album w dłoniach, celebrując w ten sposób fakt jego pojawienia się na rynku?
Jest to niesamowicie ciekawy temat, ponieważ im dłużej koncertujemy i im więcej ludzi spotykamy, tym bardziej traktujemy płytę jako nasze małe dzieło, a nie tylko wizytówkę zespołu. Samo zjawisko posiadania czegoś namacalnego, czegoś co powstało w naszych głowach, a zmaterializowało się w formie płyty, jest czymś cudownym. Zdajemy sobie sprawę, że w tych czasach dużo mniej ludzi słucha muzyki z płyt, ale jakoś inaczej uderza wiadomość od nieznajomych ludzi, którzy mówią, że słuchają naszej płyty w samochodzie, czy na wieży w domu.
Wyobraźcie sobie teraz, że Wasza muzyka zostaje wysłana w kosmos jako reprezentant ziemskiej kultury ekstremalnej. Czego obcy dowiedzieliby się o ludziach po przesłuchaniu Miyasis?
Żeby omijać ziemię szerokim łukiem. Wycelować teleskopy w naszym kierunku, ale nie lądować.
A gdybyście mogli ukraść jeden riff z historii światowego metalu i podpisać go jako własny, z jakiego utworu chętnie go „pożyczycie”?
Nigdy byśmy tego nie zrobili. JEBAĆ SUNO!
Zdjęcia: Ilona Matuszewska.


0 Komentarze